czwartek, 20 listopada 2014

Krewetki z chili z sosem czekoladowym

Idą święta. Idzie zima. I o ile bardzo się cieszę z tego że święta tuż tuż to zdecydowanie zima mnie tak nie fascynuje. Marznę, choruję czyli norma. Ale skupiam się na pozytywach. Wczoraj w pracy usłyszałam jak dzieciaki przygotowują się już do kolędowania. I pomyślałam sobie, że to przecież już. Lubię to szkolne zamieszanie świąteczne. Wielką choinkę i wielkiego Mikołaja przy wejściu do którego przybiegają dzieciaki. Od razu na tę myśl robi mi się przyjemniej. Dzieci powodują, że święta są o wiele fajniejsze, bardziej radosne i mają tę magię. Na moje świąteczne atrybuty jeszcze jest sporo czasu ale już przebieram nogami żeby "upstrokacić" dom reniferami, choinkami i bałwanami. Ostatnio u mnie dużo się dzieje. Mniej mnie tutaj. Ale przywykłam do tego że nie mogę przywyknąć do niczego bo za szybko wszystko się dzieje. Zmiany jak w kalejdoskopie chyba już mnie tak nie dziwią. Bo podążanie za marzeniami to trudna materia. I cieszę się że są w życiu stałe punkty. Przyziemne. Takie jak potrzeba zjedzenia czegoś pysznego. I niesłabnąca miłość do krewetek. Do chili. I czekolady. No i jest. Szybki, niebanalny i absolutnie zaskakująco pyszny pomysł na krewetki. Bomba smakowa. Poprawiacz nastroju i wszystko to co pozytywne. Nie bójcie się takich połączeń! Krewetki w czekoladzie jakkolwiek dziwnie brzmią..są genialne!



















Składniki:
250 g krewetek (w pancerzach- mogą być mrożone)
papryczka chili -wg uznania- użyłam pół
tabliczka gorzkiej czekolady dobrej jakości
szczypta soli morskiej
olej do smażenia (u mnie ryżowy)

opcjonalnie: patyczki do szaszłyków

Wykonanie:
Rozmroź krewetki jeśli używasz mrożonych. Krewetki pozbaw głowy, pancerza i jelita (natnij krewetkę wzdłuż tułowia i usuń czarną nitkę- jelito które ciągnie się wzdłuż całego tułowia). Umyj je, osusz i przełóż do miski. Papryczkę chili bardzo drobno posiekaj. Dodaj ją do krewetek. Przypraw odrobiną soli i dodaj ok łyżkę oliwy (lub nieco więcej). Odstaw. Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej. Na garnek z gotującą wodą postaw miskę (miska nie może dotykać wody, rozpuszczaj czekoladę na małym ogniu) wrzuć do niej połamaną czekoladę i poczekaj aż się rozpuści. Mieszaj. Gdy cała czekolada się rozpuści dodaj do niej szczyptę soli morskiej. Dodaj jej wg gustu. Każdą krewetkę nabijaj na patyczek do szaszłyków. I układaj na rozgrzanym grillu. Smaż je kilka minut z obu stron. Nie smaż ich zbyt długo bo staną się gumowate. Krewetek nie trzeba nabijać na patyczki możne je po prostu usmażyć na patelni z odrobiną oleju. Sos czekoladowy przelej do małej miseczki a gdy krewetki się usmażą podawaj je od razu po przygotowaniu.

Smacznego!

niedziela, 16 listopada 2014

Sałatka z pomidora i białej fasoli

Uwielbiam pomidory. I mimo, że może akurat czas na pomidory nie jest najlepszy to i tak je kupuję. Staram się wybierać po prostu te możliwie najlepsze. Głównie lądują u mnie na kanapkach które zaczęłam urozmaicać sobie dodaniem... mięty. Mięta rośnie u mnie na parapecie właściwie cały rok. Połączenie zasmakowało mi wyjątkowo. Jest takie letnie, lekkie i wakacyjne. Tego mi trzeba. I właściwie sałatka z pomidora, mięty i odrobiny oliwy już by mi wystarczyła do szczęścia ale dodałam jeszcze do niej drobną białą fasolę. Nie jestem co prawda wielką fanką fasoli ale tutaj mi pasowała. Ja użyłam suchej fasoli którą ugotowałam. Niezbyt lubię się z warzywami z puszki ale można sobie ułatwić życie i użyć gotowej. Sałatkę podałam z tostami. Było naprawdę bardzo smacznie i szybko. Zasmakowała mi do tego stopnia, że następnego dnia zrobiłam ją ponownie i poszła ze mną do pracy:)




















Składniki:
3 duże pomidory (u mnie malinowe)
pół szklanki drobnej fasoli (suchej lub z puszki)
mała cebula 
2 ząbki czosnku
sól
pieprz
świeża mięta (użyłam ok 2 łyżek)
oliwa

Wykonanie:
Jeśli używasz suchej fasoli zalej ją na noc wodą a następnie ugotuj aż będzie miękka. Posól ją pod koniec gotowania (gdy fasola będzie już miękka). Pomidory pokrój na kawałki. Cebulę drobno posiekaj. Czosnek również. Do mniejszej miseczki przełóż cebulę, czosnek, posiekaną miętę oliwę, sól i pieprz. Wymieszaj. W większej misce wymieszaj fasolę i pomidory. Dodaj sos. Całość wymieszaj. Dopraw ewentualnie do smaku. Posyp jeszcze miętą. Podawaj ze świeżym pieczywem. 

Smacznego!

piątek, 14 listopada 2014

Bezglutenowe ciasteczka owsiane z żurawiną

Ostatnio ciągnie mnie do robienia ciastek. Nie wiem... jakoś właśnie w okresie jesienno- zimowym robi mi się je najlepiej. Jednak tym razem miałam pewne trudności. Otwierając szafkę w poszukiwaniu mąki miałam pewność, że tam będzie. I tu nastąpiło coś czego się nie spodziewałam. Brak mąki. Mogłam porzucić pomysł robienia ciastek ale po pierwsze obiecałam je synowi a po drugie ostatnio moja znajoma poprosiła mnie o przepis na chleb bezglutenowy i jakoś wpadło mi do głowy, że może zrobię ciastka bez mąki pszennej. Tak więc zmiksowałam w młynku migdały i pestki z dyni i otrzymałam mąkę migdałową i dyniową (mąka dyniowa ma dość charakterystyczny smak więc można użyć tylko migdałowej lub innej bezglutenowej). A potem poszło już z górki. Ciastka są bardzo miękkie i dość słodkie. Moje serce absolutnie skradły Amercian cookies ale te jako ciastka ratunkowe też spisały się całkiem nieźle. 





















Składniki:
pół szklanki pestek z dyni
3/4 szklanki płatków migdałowych
pół łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
90 g płatków owsianych (używałam także płatków jęczmiennych)
120 g miękkiego masła
40 g cukru trzcinowego
1 jajko
pół szklanki świeżej żurawiny lub 2 łyżki dżemu żurawinowego

Wykonanie:
Żurawinę zalej odrobiną wody i gotuj przez kila minut. Odstaw aż przestygnie. Pestki z dyni i płatki migdałowe zmiel w młynku do kawy. Przesyp do miski. Dodaj proszek do pieczenia, sól i płatki owsiane. Wymieszaj. W drugiej misce jajka utrzyj z masłem i stopniowo dodawaj cukier. Do maślanego kremu wmieszaj sypkie składniki.  Dodaj żurawinę i wymieszaj. Jeśli ciasto będzie zbyt rzadkie dodaj więcej płatków lub mąki migdałowej. Łyżką formuj ciasteczka na macie do pieczenia. Piecz je ok 15 minut w temp. 180 stopni. Tuż po upieczeniu są bardzo miękkie więc poczekaj chwilę aż przestygną i dopiero wtedy przełóż je z blachy. Nie trzymaj ciasteczek w zamkniętym słoiku itp. bo wtedy stają się jeszcze bardziej miękkie.

Smacznego!

środa, 12 listopada 2014

Kielbaski z cebulą i jabłkiem w cydrze

Czasem myślę, że w życiu wszystko jest kwestią przypadku. Dzisiaj pierwszy raz w życiu  jadąc autobusem przegapiłam swój przystanek. Powód- bardzo prosty. Najzwyczajniej w świecie zaczytałam się.. I pewnie pojechałabym jeszcze dalej gdyby nie to że autobus przejeżdżał pod mostem i zrobiło się w nim po prostu ciemno i nie mogłam czytać. Wtedy zorientowałam się gdzie właściwie jestem. Telepię się autobusami od czasów studiów i nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się coś takiego. Skoro już urządziłam sobie wycieczkę przez pół miasta to postanowiłam to wykorzystać. Przypadkowo wstąpiłam do sklepu mięsnego. Wypatrzyłam surowe kiełbaski. Gdzieś ostatnio mignął mi przepis na zwykłe kiełbaski i jabłkami. Trochę kombinacji, odrobina cydru- który uwielbiam,  i wyszło bardzo smaczne i w miarę szybkie danie. Idealne na tę porę roku.




















Składniki:
6 cienkich surowych kiełbasek
2 średnie cebule
1 średnie jabłko
szczypta majeranku
250 ml cydru
olej do smażenia (u mnie ryżowy)

Wykonanie:
Jabłko obierz i pozbaw pestek. Pokrój na ćwiartki. Cebulę pokrój w półplasterki i podsmaż na oleju. Dodaj majeranek i wymieszaj. Wrzuć kiełbaski na kilka minut na patelnię żeby trochę się przypiekły. Przełóż kiełbaski z cebulą do naczynia żaroodpornego dodaj jabłka i całość zalej cydrem. Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz ok 20 minut. Jeśli wolisz możesz to danie zrobić na patelni i cydrem zalewać kiełbaski podczas pieczenia. Ale wtedy trzeba wszystkiego pilnować. Mnie było po prostu łatwiej trochę je podpiec i wrzucić do piekarnika i już się nimi nie martwić.

Smacznego!
Smaczna Jesień

wtorek, 11 listopada 2014

Krewetki bez wysiłku

Uwielbiam owoce morza. Razem ze znajomymi nazywamy je pieszczotliwie ..robakami. Przyznam się szczerze... tak jak kocham jeść krewetki, to tak samo silnie nie cierpię ich obierać. Gdy trzeba to zrobić wolę w tajemniczy sposób zniknąć z pola widzenia i wrócić jak robota jest już skończona.. Owszem można kupić już obrane, ale te w całości zdecydowanie lepiej smakują. Cóż ...coś za coś. Owoce morza to dla mnie jeden z szybszych sposobów na coś smacznego. Plusem jest to, że mogą występować zarówno jako przystawka czy danie główne. Wystarczy podać je z makaronem lub ryżem i gotowe. Ale dzisiaj krewetki w charakterze przekąski. Przygotowanie ich w ten sposób, naprawdę nie wymaga ani odrobiny wysiłku ani dużo czasu. Szybko się smażą, świetnie smakują i nie potrzeba mi już niczego więcej. To najprostszy sposób na krewetki, a jak wiadomo najprostsze sposoby są najlepsze..






















Składniki:
250 g dużych nieobranych krewetek
sól
pieprz
pół łyżeczki pasty chili (użyłam pasty chipotles ale może być także wędzona papryka w proszku)
ok pół szklanki dobrego różowego wina
olej do smażenia (u mnie ryżowy)

Wykonanie:
Jeśli używasz mrożonych krewetek trzeba je rozmrozić. Krewetki pozbaw głowy, pancerza i jelita (natnij krewetkę wzdłuż tułowia i usuń czarną nitkę- jelito które ciągnie się wzdłuż całego tułowia). Umyj je, osusz i przełóż do miski. Dodaj sól, pieprz i pastę chili- możesz jej dodać wg gustu. Patelnię rozgrzej i wlej olej. Wrzuć krewetki i podlej winem. Smażyć minutę z każdej strony. Nie smaż ich zbyt długo bo będą gumowate. Podawaj od razu po przygotowaniu w towarzystwie różowego wina.

Smacznego!

niedziela, 9 listopada 2014

American cookies

Wczoraj przejeżdżałam obok centrum handlowego. Zaczynali montować wielką choinkę. Wiem, że jest listopad, że to wszystko to czysta komercja, że wszędzie jest tego za dużo i że dla większości ludzi jest to mocno drażniące.. Ale.. Nazwałabym siebie frajerem bożonarodzeniowym. Dlaczego? Bo to właśnie dla takich jak ja, są te wszystkie ozdoby, bzdetki, świecidełka, świąteczne dodatki, kubki, herbatki, świeczki, kuchenne akcesoria i inne duperelki na których można zarobić. Gdybym mogła zakopałabym się w takich dodatkach i nie wychodziła do marca. Nie lubię zimy, a te drobne świąteczne drobiazgi umilają mi czas i powodują, że jest mi jakoś tak ciepło, rodzinnie i domowo. Przypominają mi się święta u mnie w domu. Bardzo lubiłam i lubię ten czas. Ale do rzeczy... American cookies... Pamiętacie odcinek "Przyjaciół" w którym Monica prosiła Phoebe o przepis na idealna ciasteczka jej babci? Przez pół odcinka piekły różne wersje, aż w końcu okazało się, że był to przepis na ciasteczka z Nestle Toll House. U nas nie ma tego wynalazku więc dodałam gorzką czekoladę. No i cóż...To nie są po prostu jakieś tam zwykłe ciastka. To najlepsze ciastka jakie jadłam! Idealne! Kruche, czekoladowe i bardzo, ale to bardzo smaczne. Jak na ciastka przystało szybkie do zrobienia. Na pewno nie raz wrócę do tego przepisu i jestem w stanie zrozumieć dlaczego Monica upiekła ponad 20 partii, i tak bardzo chciała mieć przepis.   




















Składniki:
2 i 1/4 szklanki maki pszennej
1 płaska łyżka proszku do pieczenia
szczypta soli
szklanka miękkiego masła pokrojonego w kawałki
pól szklanki białego cukru
3/4 szklanki cukru trzcinowego
1 łyżka ekstraktu waniliowego
2 duże jajka
szklanka czekolady pokrojonej w kawałki
pół szklanki orzechów (użyłam laskowych)

Wykonanie:
Orzechy laskowe pozbaw skóry (gdy rozgrzewam piekarnik wrzucam orzechy na blachę i wstawiam do piekarnika na kilka minut- następnie wysypuję je na czystą szmatkę i pocierając usuwam skórę) i pokrój je na kawałki. Wszystkie składniki oprócz czekolady i orzechów wymieszaj w misce. Możesz pomóc sobie i wymieszać całość rękami. Dodaj orzechy i czekoladę. Znowu wymieszaj. Uformuj wałek i odcinaj kawałki ok 2 cm. Spłaszcz je palcami. Układaj na blaszce wyłożonej papierem lub mata do pieczenia. Piecz w piekarniku rozgrzanym do 190 stopni przez ok 15 minut aż ciasteczka lekko się zrumienią.

Smacznego!

czwartek, 6 listopada 2014

Palmiers (palmiery)

Strasznie dobija mnie to, że w czasie tak ładnej pogody musimy "kisić się" w domu. Jeszcze tylko kilka dni i mam nadzieję, że wyzdrowiejemy już całkiem. I będzie jeszcze na tyle fajnie żeby z przyjemnością wyjść na spacer. Zachciało mi się dziś czegoś słodkiego. Ale niewymagającego zbyt wiele. Po prostu czegoś prostego. I tak sobie myślę, że to jest chyba najszybsza słodka przekąska jaką można sobie wyobrazić. Poza tym tu nie da się niczego zepsuć, niczego nie trzeba ugniatać, czekać, odmierzać i obawiać się, że nie wyjdzie. Przepis idealny dla leniwców, zabieganych czy początkujących. Deser doskonały jeśli do drzwi pukają goście. Lubię szybkie przepisy a ten zdecydowanie jest najszybszy, najprostszy i genialnie smakuje. Palmiers w wersji minimalistycznej to dwa składniki. Ciasto francuskie i cukier. W bardziej rozbudowanej można dodać cynamon, kardamon czy posiekane orzechy. Karmel który tworzy się podczas pieczenia jest cudowny. Niby mała rzeczy. Dwa składniki więc cóż to może być za cudo.. ale efekt powalający.. Naprawdę... Jutro robię kolejną porcję bo dzisiejsza zniknęła w sekundę...




















Składniki:
1 arkusz mrożonego ciasta francuskiego
2 łyżki cukru (użyłam trzcinowego) +trochę do posypania

w wersji rozbudowanej :pół łyżeczki cynamonu
                                        lub ziarna z kilku nasion kardamonu (rozgnieć je w moździerzu)

Wykonanie:
Ciasto francuskie rozmroź. Rozmrażam je w lodówce. Rozłóż ciasto na papierze w który jest zapakowane. Jeśli używasz tylko cukru po prostu posyp nim ciasto. Jeśli używasz cynamonu lub kardamonu dodaj je do cukru i także rozsyp na cieście. Zwijaj dłuższe boki ciasta równocześnie z obu stron do środka. I pokrój je na ok 2 cm kawałki. Każdy kawałek ułóż na macie do pieczenia. Zachowaj spory odstęp bo urosną. Posyp jeszcze odrobiną cukru. Wstaw do rozgrzanego piekarnika do 200 stopni i piecz ok 15-18 minut aż będą rumiane.

Smacznego!